Problem ze światłem w Ferrari. Model Luce nie spodobał się Japończykom

Pierwszy elektryczny samochód z Maranello już może mieć problemy. Ferrari Luce bowiem nazywa się tak jak Mazda z dawnych lat. Sprawa nabiera rozpędu.

W lutym poznaliśmy wnętrze nowego Ferrari Luce, a przy tym dowiedzieliśmy się, jak będzie się nazywać. "Luce", czyli światło. Niezła nazwa dla elektrycznego samochodu z Maranello. Ale, jak na pewno odnotowali już miłośnicy aut z Japonii, to nie jest pierwszy samochód, który "niesie światło". Była też taka Mazda, a prawnicy marki z Hiroszimy postanowili zastrzec tę nazwę.

Ferrari Luce było pierwsze. Ale nie zastrzeżone

O ile marka ogłosiła swoją nazwę 9 lutego, to 4 marca w Japonii Mazda złożyła wniosek o zastrzeżenie nazwy "Luce" ze względu na swoje historyczne modele. Mazda Luce po raz pierwszy pojawiła się w 1966 roku. Sedan, Coupe i Kombi dały początek serii produkowanej aż do początku lat 90. A co ciekawe, pierwsza generacja wyszła spod ręki Giorgetto Giugiaro. Mamy kolejny włoski trop.

Mazda Luce miała pięć generacji, z których część znacie jako Mazdę 929. Pod taką nazwą występowała w Europie. Sam model jest dość ciekawą limuzyną, w której można było dostać całą gamę silników, od 2.0, przez 3.0 V6, aż po dwurotorowego Wankla biturbo.

Mazda Luce

Japończycy dodatkowo odświeżyli pamięć o nazwie przy okazji koncepcyjnej Vision Coupe z 2017 roku.

Możemy więc uznać, że wniosek patentowy jest tylko odświeżeniem zastrzeżenia, które funkcjonuje od 60 lat.

Włosi jednak mają spory orzech do zgryzienia. Ferrari nie ma zwyczaju zmieniać nazwy w zależności od rynku. To nie wpływa dobrze na image. Do tego, rynek japoński jest bardzo ważny. Kraj Kwitnącej Wiśni ma duży potencjał, jeśli chodzi o kupowanie Ferrari. Choć wcale nie jestem przekonany, czy akurat elektryczne.

Albo obie marki się dogadają, albo czeka nas ciekawa bitwa prawna. O samym Ferrari Luce niewiele jeszcze wiemy, poza wnętrzem. Jest więc czas. I, przyznaję, że akurat w tej sytuacji nie szkoda mi Włochów. Prawnicy w Maranello mają zawsze dużo roboty, zazwyczaj wysyłając pisma i strasząc pozwami tych, którzy używają "nadaremno" nazwy firmy, bądź jej symboli. Tym razem, będą musieli się bronić. Jak to mówią: "play stupid games, win stupid prizes".