Jak zmienił się Mercedes GLE i GLS? Przybyło im ekranów i... cylindrów

Więcej gwiazd, więcej ekranów, więcej cylindrów - tak w skrócie można opisać zmiany, które zyskał Mercedes GLE i GLS. Obejrzałem te samochody z bliska i mam garść uwag i przemyśleń.

Tak, nie pomyliłem się. W czasach, w których te największe jednostki spalinowe z reguły znikają z rynku, producent ze Stuttgartu poszedł pod prąd - i postanowił pozbyć się czterech cylindrów ze swojego popularnego modelu. Mercedes GLE ma teraz "co najmniej" sześć garów pod maską, podobnie jak jego większy kuzyn, GLS. Obydwa przeszły szereg zmian, dzięki którym mają być konkurencyjnymi konstrukcjami jeszcze przez wiele lat.

A co jak co, ale będzie to sporym wyzwaniem. BMW właśnie pokazało nowe X5, a X7 szykuje się do debiutu. Audi z kolei zaprezentowało kolejną generację Q7, a ofertę uzupełni po raz pierwszy model Q9. Tym samym "niemiecka trójca" będzie miała idealnych odpowiedników: Q7, X5, GLE i Q9, X7 oraz GLS-a.

A dla producenta ze Stuttgartu GLE i GLS to kluczowe modele. Być może trudno Wam w to będzie uwierzyć, ale stanowią one 15% sprzedaży marki w Polsce. Co więcej, nasz kraj jest piątym na świecie pod kątem liczby sprzedawanych egzemplarzy tych aut. Czujecie się zaskoczeni?

Co więc Mercedes zrobił, aby GLE i GLS zachowały świeżość?

Po pierwsze, odświeżono design. Zmieniły się światła z przodu, w obydwu modelach. GLE rozpoznacie po większych koszach w których są dwie "gwieździste" LED-y ze światłami do jazdy dziennej. W GLE lampy także są dużo większe, ale tutaj sygnaturę świetlną ułożono pionowo, w bocznych częściach świateł.

Z tyłu także mamy nową sygnaturę świetlną - dwie "gwiazdy" dla GLE (tak jak w Klasie E), trzy dla GLS-a. To standardowy zabieg w samochodach tej marki.

Mercedes GLE GLS 2027

Poza tym zmieniono grille (są nieco większe, mają podświetlaną obwódkę), a w GLS-ie debiutuje nowy pakiet z gwiazdą na masce w formie klasycznego celownika. Ten jednak nie będzie póki co dostępny w naszym kraju.

We wnętrzu dodano dodatkowy ekran

Mowa oczywiście o wyświetlaczu po stronie pasażera, który staje się standardem we wszystkich nowych samochodach tej klasy. Problem w tym, że Mercedes nie przeprojektował deski rozdzielczej, a jedynie rozbudował górną część, tworząc dodatkową przestrzeń na bonusowy monitor.

Każdy z trzech ekranów ma 12,3 cala wielkości i niestety mamy pomiędzy nimi wielkie szerokie ramki. Szkoda, że Niemcy nie poszli o krok dalej, wprowadzając Hyperscreen z modelu GLC i Klasy C EQ. Co jak co, ale byłby dużo bardziej adekwatny do auta tej klasy. O wyglądzie można dyskutować - ja osobiście wolę minimalizm i najchętniej pożegnałbym też trzeci ekran po stronie pasażera.

Mercedes GLE i GLS mają też wiele nowoczesnych rozwiązań

Zastosowano tutaj nowe światła Digital Light, których wiązka sięga 600 metrów. Jest też nowoczesny system parkowania 360, który korzysta z dodatkowych kamer w lusterkach (po 3 na każdą stronę). Co ciekawe jest on też potrzebny do systemu automatyzacji jazdy poziomu 2++. W Europie nie jest on jeszcze dostępny, ale w Chinach pojawi się lada chwila.

Najważniejsze są silniki. W GLE nie ma już 4-cylindrowego diesla

Mercedes uznał, że lepiej jest pójść w górę. Tym samym obecnie bazowym silnikiem w ofercie Mercedesa GLE jest jednostka 350d, czyli 3-litrowy diesel, generujący 286 KM. Zapewnia lepszą dynamikę, zużywa mniej paliwa i spełnia normę EURO 7. Brzmi nieźle?

Oczywiście mocniejszy silnik, do tego 3-litrowy, oznacza wyższą akcyzę. A to przekłada się też na ceny: wyjściowo za Mercedesa GLE trzeba zapłacić 419 900 złotych. Bazowy GLS, z tą jednostką, to wydatek na poziomie 535 000 złotych. Tanio nie jest, ale nikt chyba nie spodziewał się promocyjnych kwot.

Mercedes GLE GLS 2027

Mercedes musiał wprowadzić te zmiany, ale będzie miał trudne zadanie

Z jednej strony opracowanie od podstaw dwóch kluczowych modeli, GLE i GLS-a, byłoby bardzo kosztownym przedsięwzięciem. Wybrano więc opcję kompromisową, odświeżając sprawdzony i ceniony model. Z drugiej jednak konkurencja może uciec Mercedesowi.

Audi Q7 i Q9 zyskały świeży design i wiele nowych rozwiązań. BMW X5 dostanie także napęd elektryczny, który może być ważnym elementem oferty na wybranych rynkach. Mercedes GLE i GLS muszą zaś grać innymi kartami - sprawdzoną techniką, cenionym (ale lekko przypudrowanym) wyglądem i dobrymi silnikami. Czy to wystarczy? O tym przekonamy się dopiero za kilka miesięcy.