Spojrzeliśmy jeszcze raz na rok 2025. Oto nasze subiektywne spojrzenie, w tym najlepsze i najgorsze samochody, które testowaliśmy
Rok 2025 był tak przeciętny, że nie mogliśmy zebrać się do tego, aby go podsumować. Ale w końcu zebraliśmy siły i podzieliliśmy się naszymi przemyśleniami.
Tak późno podsumowania roku jeszcze nie robiliśmy, ale... 2025 był trudnym okresem. Dziwnym dla motoryzacji i pełnym wyzwań dla nas. Może właśnie dlatego tak długo zbieraliśmy się do tego, aby usiąść i spojrzeć na to, co działo się w minionych miesiącach?
Jedno jest pewne: 2025 zapisze się w historii jako punkt zwrotny dla świata motoryzacji. Za kilka lat na pewno będziemy o nim czytać w książkach do historii i ekonomii.
Tymczasem zapraszam Was na nasze subiektywne spojrzenie na 12 minionych miesięcy, bez filtrów.
Rok 2025, czyli Chiny, polityka, sztuczna inteligencja i nuda
Tak w skrócie opisałbym te minione miesiące. Słowo "chiński" odmieniliśmy chyba w każdej możliwej postaci, a auta z tego kraju pojawiały się u nas wręcz zbyt często. Czy to dobrze? Na pewno udało im się wsadzić przysłowiowy kij w mrowisko, wywołując zamieszanie na rynku. Zmienili zasady gry i zmusili wiele koncernów do przestawienia strategii.
Jednocześnie Unia Europejska poluzowała lejce, ale zrobiła to zbyt późno. Wiele pieniędzy poszło na rozwiązania, które póki co nie zarabiają, albo zarabiają bardzo mało. W efekcie wiele firm jest teraz w kropce i w panice próbuje zbudować sensowną ofertę.

Wiadomo: Chińczycy grają na swoich własnych zasadach i nie jest to do końca czysta rozgrywka. Zobaczymy jak się dalej potoczy, ale i w Chinach dotarliśmy do miejsca, w którym władza zaczęła walczyć z wojną cenową.
Z punktu widzenia redakcyjnego, największym wyzwaniem jest rozwój sztucznej inteligencji. Ta bardzo chętnie zabiera nam ruch i nie daje nic w zamian. Jesteśmy małą redakcją, z małym zespołem i z wielkimi ambicjami, dlatego nigdzie się nie wybieramy. Ale przed nami sporo wyzwań, które zostawiliśmy sobie na najbliższe miesiące - w tym przebudowa strony.
Co dalej? Zobaczymy. Nigdzie się nie wybieramy, ale musimy też znaleźć swoje miejsce w tych dziwnych czasach, kiedy to media stawiające na opinie giną przygniecione przez media społecznościowe, serwujące papkę w prostej postaci. My jednak dalej będziemy dzielić się naszymi opiniami, z którymi możecie się niezgadzać i nie będziemy szczędzić słów na rzeczy, które warto wyjaśniać.
A samochody? Tu nadchodzi wiele zmian
Elektryfikacja wciąż wiedzie prym, samochody tyją, a te najbardziej angażujące maszyny przechodzą do historii. Z tych, które przewinęły się przez moje ręce, wymieniłbym między innymi Toyotę GR Yaris (jest absolutnie cudowna), Dodge'a Durango Hellcata, RAM-a 1500 RHO, Porsche 911 Carrera i BMW M3 CS. Grono tych zwyczajnych aut było oczywiście szersze i tu najmilej wspominam Renault 4 E-TECH Electric.

Ale niekwestionowanym numerem jeden, wisienką na torcie, créme de la créme, było Alpine A110 R Turini. Pokonałem nim ponad 2000 kilometrów, przejechałem się po cudownych drogach w Austrii i z trudnem oddawałem kluczyki po nieco ponad tygodniu. To jest dokładnie to, co kocham w motoryzacji: lekkość, zwinność, optymalną moc.

Muszę też wspomnieć o Phantomie, który dopiero pojawi się na stronie (ale tutaj obejrzycie już film). To auto wymyka się takim rankingom.

Z kolei z grona tych najgorszych aut wytypowałbym Alfę Romeo Junior Veloce (droga, z małym zasięgiem, nijaka), Mercedesa G580 EQ (jest kompletnie bez sensu) i GAC-a Hypteca HT (bardzo przeciętny samochód).
Marcin Napieraj ma dość podobne spojrzenie na miniony rok. Oddaję mu zatem głos
Jaki był moim zdaniem rok 2025 w motoryzacji? Moim zdaniem dobrze definiują go takie słowa jak "rozsądek" oraz "niepewność", a także "Nihao". Elektromobilność wciąż zyskuje popularność, ale nie tak szybko jak chcieliby jej piewcy. I jak chciały koncerny. Wiele marek "zawisło na krawędzi" i teraz rakiem wycofuje się z planów pełnej elektryfikacji gamy.
Na koniec roku rozsądkiem wykazała się też Unia Europejska, lekko luzując planowany zakaz sprzedaży samochodów. To wyczerpuje pierwsze dwa słowa. Nikt nie wie co przyniesie przyszłość, ani ile koncernów wytrzyma politykę zastanawiania się na szybko, co zrobić w ciągu najbliższych 15 lat.
Druga sprawa to rozpędzone niczym szybki pociąg Chiny. Marki na polskim rynku wyrastają niczym grzyby po deszczu i po początkowym zaciekawieniu i ekscytacji "nowym" zaczynam odczuwać już znużenie. Głównie tym, że dostajemy dziesiątki marek, aut i wersji, ale oferty wyglądają na stworzone bez ładu i składu. Do tego piękne w folderach auta mają coraz więcej "ale..." i tylko niektóre modele mają szansę zadomowić się na długo.
Chiński atak, choć bez wątpienia raczej zmasowany niż precyzyjny, spowodował jednak plus dla klientów. Czyli lekką stabilizację i korekty cen w salonach. Pojawiają się promocje, a niektóre modele nawet staniały względem starszych wersji.
Gorzej, że gdybym miał w tradycyjny sposób podsumować mój motoryzacyjny rok w autoGALERII, trudno byłoby mi zebrać samochody, o których "pamiętam".

Jeździłem świetnym (choć bazowym) Porsche 911, jeździłem Mustangiem, co zawsze cieszy. Jeździłem Defenderem, którego uwielbiam, i BMW M5, które robi wrażenie. A także dopracowanym XPengiem G9 (który jest chyba najlepszym "Chińczykiem" w polskiej ofercie).

Było urocze Renault 5 i naprawdę genialne Audi RS e-tron GT. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie 10-letnie Subaru STI, którym jeździłem w Japonii. A może to przez to, że na letnich oponach pokonywałem zaśnieżone przełęcze z duszą na ramieniu.

Co ciekawe, nie było też aut jednoznacznie złych. No, może poza Citroenem e-C3. Ten faktycznie był na tyle zły, że wyparłem go z pamięci.