1000 kilometrów w alternatywnym uniwersum. Jaki jest Rolls-Royce Phantom w długiej podróży? Sprawdziłem to

Dwanaście cylindrów pod maską, dyskretnie sunąca nad drogą statuetka „Spirit Of Ecstasy” i absolutna cisza. Tak w skrócie mogę opisać 1000 kilometrów za kierownicą jednego z najwybitniejszych samochodów w świecie motoryzacji. Sprawdziłem jak Rolls-Royce Phantom wypada w długiej podróży.

Ryga powitała mnie najpierw pięknym i ciepłym wieczorem, po którym nastał chłodniejszy deszczowy poranek. Łotwa nigdy nie była moim pierwszym wyborem na wakacje, przez co jej stolicę omijałem szerokim łukiem. Tymczasem jest to wspaniałe miasto, które tętni życiem i zachęca do spędzania długich wieczorów w lokalnych knajpkach. Tym razem nie mogłem jednak pozwolić sobie na balowanie do wczesnych porannych godzin. Po śniadaniu miałem odebrać kluczyki do samochodu, z którym spędziłem 1000 wspaniałych kilometrów. Był nim Rolls-Royce Phantom.

Kliknij tutaj, aby obejrzeć mój wideotest Rolls-Royce'a Phantoma - YouTube

Wisienka na torcie w gamie tej brytyjskiej marki jest ligą samą w sobie. Spectre to auto, które zobaczycie na drogach w Polsce. Ghost też regularnie pojawia się na ulicach. Phantom jest jednak „upiorem”, którego widujemy bardzo rzadko. I to dodaje magii temu spotkaniu.

Przed jednym z hoteli w Rydze, punktualnie o umówionej godzinie, parkuje szary Phantom. Wygląda monumentalnie, niczym przepięknie zaprojektowana kamienica, która ma zdolność poruszania się na kołach. Po kilku chwilach, wypełnieniu formalności i odbiorze kluczyków, wsiadam za kierownicę.

Rolls-Royce Phantom recenzja test

Jest to przedziwne uczucie. Jeździłem już kilkoma modelami tej marki, między innymi Wraithem, Ghostem i Cullinanem. Phantom sprawia jednak, że te samochody się skromne, małe, dyskretne. Wielkie ciężkie drzwi prowadzą do kabiny, a ja ląduję w miękkim i arcywygodnym fotelu. Jeden przycisk zamyka je za mnie, abym nie musiał walczyć z ich masą. W dłoniach mam dużą kierownicę z cienkim wieńcem. Za nią kryją się bardzo proste, cyfrowe już zegary. Multimedia dyskretnie witają, a „Galeria”, czyli przeszklony fragment deski rozdzielczej po stronie pasażera, odbija dyskretnie wyłaniające się zza chmur światło.

Rolls-Royce Phantom sprawia, że przenosicie się do innego uniwersum. To nie wy jedziecie. To świat za oknem powoli się przesuwa

Tak w najprostszy sposób można opisać pierwsze wrażenia zza kierownicy. Korzystając z nadmiaru czasu, z Rygi kieruję się do Jurmały. Jedna z najpiękniejszych nadbałtyckich miejscowości jest na wyciągnięcie ręki. Grzechem byłoby więc ominąć ją, nie podziwiając charakterystycznej drewnianej zabudowy.

Jak być może wiecie, drogi na Łotwie i na Litwie nie są wybitne. W tym drugim kraju mamy już rosnącą sieć autostrad, ale Łotwa dalej stoi jednopasmowymi krajówkami. Do tego każdy odcinek usiany jest wręcz fotoradarami. Ustawiam więc tempomat na 90 km/h i powoli toczę się w stronę Bałtyku.

Phantom na ulicy wygląda niesamowicie, nijak nie pasując do wszechobecnych modnych SUV-ów i innych samochodów

Na światłach przyciąga spojrzenia kierowców i przechodniów. Nie dziwi mnie to: widząc ten wielki grill z przodu, figurkę Spirit Of Ecstasy, a także potężne „tarczowe” felgi, ciężko jest na chwilę nie zerknąć na ten samochód.

Ja zaś mam wrażenie, że to świat jedzie, a nie Rolls-Royce. W kabinie panuje absolutna cisza, którą urozmaica jedynie muzyka. Zawieszenie, nazywane przez markę „Magic Carpet Ride” całkowicie izoluje od niedoskonałości nawierzchni. Jest to naprawdę terapeutyczne doświadczenie.

Po krótkiej przerwie w Jurmale ruszam w kierunku Polski. Do przejechania mam kawał Łotwy i Litwy, gdzie prędkość maksymalna sięga 90 km/h. Nie będzie to więc szybka podróż, ale nie o to tutaj chodzi. Ustawiam nawigację na Warszawę i ruszam na południowy zachód.

Kolejne kilometry mijają niepostrzeżenie. Mój kręgosłup w zasadzie nie odczuwa mijających minut i godzin, a trasa upływa mi na słuchaniu muzyki i na rozmowach z moją żoną, która postanowiła przetestować tylną kanapę.

Ja zaś regularnie przeżywam szok patrząc na komputer pokładowy, który wskazuje zużycie paliwa na poziomie 10 litrów. Przypominam: mówimy tutaj o 12-cylindrowej jednostce, w wielkim i ważącym ponad 2,6 tony samochodzie. Magia inżynierii Rolls-Royce’a i BMW daje o sobie znać.

To jest też ten moment, w którym zaczynam zazdrościć mojej pasażerce. Rolls-Royce Phantom to jeden z tych samochodów, w którym miło jest być wożonym. Tym bardziej, że trasa jest monotonna, a widoki za oknem nie chwytają za serce. W tłumie ciężarówek i zwykłych samochodów sunących w kierunku Polski czuję się co najmniej nieadekwatnie. Oni chyba też tak sądzą.

Pogoda za oknem jest kapryśna, a słońce co chwile ustępuje ulewie

W takich okolicznościach przyrody i pogody dotarliśmy na Litwę, gdzie poszukiwaliśmy miejsca na obiad. Zupełnym przypadkiem trafiliśmy do restauracji w pałacyku, w którym prace nad Potopem rozpoczął Henryk Sienkiewicz. Lepiej trafić się nie dało.

Rolls-Royce Phantom recenzja test

Posileni lokalną litewską kuchnią pognaliśmy w stronę naszego kraju. Nawet ulewny deszcz, który drogę zamienił niemalże w rwący strumień, nie wytrącił z równowagi tego samochodu. W kabinie niezmiennie było cicho i przyjemnie. Wrażenie jest takie, jakbyście oglądali coś w telewizji, a nie „przeżywali to”. Niesamowite odczucie, naprawdę.

Po kilku godzinach leniwej podróży dotarliśmy wreszcie do Polski. Korzystając z objawienia w postaci dwupasmowej drogi, do tego niemal absolutnie pustej, postanowiłem na chwilę zerwać kajdany tempomatu i sprawdzić potencjał V12-ki w tym samochodzie.

I to jest chyba jedno z najbardziej abstrakcyjnych doświadczeń w mojej motoryzacyjnej karierze

Wyprostowałem prawą nogę. Rolls-Royce Phantom rozbudził do życia swoją V12-kę. Wskaźnik rezerwy energii „zjechał” do zera, a dwanaście cylindrów wreszcie zaserwowało solidne brzmienie. Prędkościomierz zaczął przesuwać się w ekspresowym tempie, ale za kierownicą w ogóle nie dało się tego odczuć. Stabilność pozostawała taka sama, hałas także. Jedynie pędzący za oknem krajobraz przypominał, że jadę zdecydowanie zbyt szybko.

Szybko więc zwolniłem i zabrałem się za szukanie przestrzeni do zdjęć. Zbliżający się zachód słońca był idealnym momentem, aby sfotografować ten samochód. Miałem też pierwszą okazję, aby dokładnie przyjrzeć się detalom nadwozia i wnętrza.

Kompletacja tego egzemplarza jest kontrowersyjna. Rolls-Royce Phantom broni się jednak w tej kolorystyce

Szarość, czerń i pomarańczowy pinstripe, w połączeniu z czarnymi „tarczowymi” felgami, tworzy bardzo odważny zestaw. Nie byłby to mój wybór, niemniej szanuję ludzi z Rolls-Royce’a za to, że opracowali coś nietypowego. Swoją drogą: kunszt tej marki widać chociażby w lakierowaniu nadwozia. Nowe lakiery wodne sprawiają, że na wielu samochodach widać morkę, tak zwaną „skórkę pomarańczy”. Tutaj mamy idealnie gładką powierzchnię, perfekcyjnie dopracowaną i wypolerowaną. Wygląda to naprawdę imponująco.

To samo tyczy się też wnętrza, które w całości obszyto czarną skórzaną tapicerką. Nie brakuje tutaj pięknego drewna, metalu i innych szlachetnych tworzyw. Całość zachowuje też kluczową dla Rolls-Royce’a formę - minimalistyczną i na wskroś brytyjską.

Rolls-Royce Phantom zegary

Na przykład nie znajdziecie tutaj dokładnej regulacji temperatury w kabinie. Dwa pokrętła pozwolą Wam ustawić cieplejszy lub chłodniejszy nawiew na dolną i górną cześć kabiny. Nawiewy mają tylko cztery biegi, przy czym każdy z nich jest… cichy. Sterownik systemu multimedialnego (iDrive) zgrabnie chowa się w linii podłokietnika, aby nie psuć designu kokpitu. Zresztą ekran też możecie ukryć, gdy z niego nie korzystacie.

Tu zwróciłem też uwagę na kilka ciekawostek. Choć sam design cyfrowych wskaźników jest taki sam dla nowych modeli Rolls-Royce’a, to w praktyce… żaden z wyprodukowanych samochodów nie ma dwóch identycznych grafik. Te są kodowane specjalnie dla danego pojazdu i różnią się kolorystyką, efektami i detalami. Niby mała rzecz, a imponuje.

Rolls-Royce Phantom recenzja test

Multimedia też nie przytłaczają swoją formą. Mają prostą grafikę, ciemne barwy i stanowią tło dla tego samochodu. Mają być jedynie dodatkiem i sposobem na wygodny dostęp do nowych funkcji, a nie czymś, co dominuje w kabinie.

Z tyłu z kolei można zatopić się w wygodnej kanapie, z szerokim zakresem regulacji. Miejsca jest bardzo dużo, a drzwi, otwierane pod wiatr, zamyka się elektrycznie. Pasażerowie dostają dostęp do własnego systemu inforozrywki, aby mogli miło spędzać czas w podróży. Ale czy kogokolwiek to dziwi w takim samochodzie?

Po dłuższej przerwie przyszedł czas na ostatni odcinek podróży

Zbliżała się noc, a drogi opustoszały. Podświetlany grill Pantheon i świetne światła LED Matrix rozświetlały drogę, a kolejne kilometry wpadały niepostrzeżenie. Ostatnim wyzwaniem w tej podróży było zaparkowanie samochodu w garażu. Wbrew pozorom mowa tutaj o karkołomnym zadaniu, gdyż mój parking jest, delikatnie mówiąc, wąski. O dziwo Phantom bez problemu wcisnąć się na wąskiej rampie, na której wymiękają niektóre mniejsze samochody.

Może jest to dobry moment na to, aby zapisać się do szkoły szoferów Rolls-Royce’a? Kto wie. Ponoć największym testem dla jej absolwentów jest wjazd z jednego z garaży podziemnych w Portofino we Włoszech.

Niezmiennie uważam, że Rolls-Royce’a nie da się przetestować

To nie jest samochód dla masowego odbiorcy. Ci, którzy go pożądają, nigdy nie spojrzą na opinię dziennikarzy. Dla nas jest to raczej szansa na to, aby zrozumieć fenomen tej marki. I przyznam Wam szczerze, że od momentu, w którym oddałem kluczyki do nowego Phantoma, regularnie przeglądam oferty używanych samochodów tej marki. Oczywiście w akceptowalnym budżecie są te starsze konstrukcje, z lat sześćdziesiątych-osiemdziesiątych, niemniej poprzedni Phantom byłby dla mnie spełnieniem marzeń.

Nie nazwę tego starością. To raczej kwestia nowego zrozumienia dla luksusu. Rolls-Royce najlepiej go definiuje.