Tegoroczne targi w Paryżu to przebudzenie europejskich producentów. Nazwijcie mnie naiwnym, ale bardzo im kibicuję

Na targi w Paryżu jechałem z myślą, że będę obserwować dalszą chińską ekspansję na rynku motoryzacyjnym. Tymczasem wreszcie zobaczyłem to, na co po cichu liczyłem - Europę budzącą się z letargu i sięgającą po to, co jest jej największym atutem.

Może i jestem optymistą, ale wierzę w to, że europejska motoryzacja wyjdzie z tego okrutnego dołka, w którym znalazła się na własne żądanie. Określenia "chińska dominacja" używamy zdecydowanie i to najwyższa pora, aby odbić piłeczkę. Doskonale pamiętam moją wizytę na targach w Monachium w 2021 roku. Pierwsze tak duże wydarzenie od momentu, w którym pandemia rozgościła się na salonach, było sygnałem, że Chińczycy wzięli na celownik Stary Kontynent.

Dwa lata później, w 2023 roku dosłownie zdominowali tę imprezę, dosłownie zalewając swoimi samochodami hale targowe. Obawiałem się więc, że w Paryżu będziemy mieli powtórkę z rozrywki. I w pewnym sensie tak było, aczkolwiek po raz pierwszy mogę z czystym sumieniem napisać, że widać zmianę, naprawdę dużą.

Oczywiście, hale expo w sercu Paryża były pełne producentów z Państwa Środka, niemniej europejskie marki wreszcie przypomniały sobie o tym, co jest ich siłą. A mowa o... historii.

Stellantis przywiózł sześć prototypów. Możecie się z nich śmiać, ale uważam, że to dobry sygnał z tego koncernu

Polityka Carlosa Tavaresa sprawiła, że Stellantis zaczął sypać się niczym domek z kart. Antonio Filosa, jego następca, stanął przed bardzo trudnym zadaniem, niemniej uważam, że prowadzi ten koncern w dobrym kierunku.

Jego koncepcja "FaSTLAne 2030" zakłada nowy podział marek, debiut wielu nowych modeli i wprowadzenie szeregu technologii, które mają zwiększyć konkurencyjność samochodów tej grupy. Zapowiedzią tych zmian jest siedem prototypów: Citroen 2CV, DS F3VER, Alfa Romeo Cuorerosso, Peugeot E-T16, Peugeot RCZ Vision, Fiat Multiplay i Opel STX.

Tu pewnie stwierdzicie, że prototyp wiosny nie czyni. Oczywiście, nie w pełni. Jest jednak pierwszym przebiśniegiem, który sugeruje, że wreszcie przyjęto dobrą strategię. Stellantis chce czerpać garściami z historii marek i bawi się formą. To wszystko zamierza połączyć z nową architekturą STLA One, która ma rozwijać napędy hybrydowe i elektryczne, stawiając wydajność na pierwszym miejscu.

Targi w Paryżu

Alfa Romeo zapowiada zaś połączenie silnika 2.9 V6 z układem hybrydowym, widząc w tym przyszłość gamy Quadrifoglio. I choć sam model Cuorerosso nie jest "Giulią przyszłości", to jednak pokazuje o czym myśli się w Mediolanie. Mi taka wizja bardzo odpowiada.

Ale Stellantis to nie wszystko. Volkswagen też pokazał zmianę na lepsze

Mam tutaj na myśli Volkswagena ID. Tiguana, czyli odświeżone ID.4. Zmiana nazwy to tylko część układanki. Niemcy powracają do prostego designu, ergonomię przesuwają na pierwszy plan, a w to wszystko wplatają nawiązania do modeli sprzed lat (w postaci grafiki cyfrowych zegarów). Małe detale, ale jakże smakowite - a cały samochód wygląda dużo lepiej.

I choć niestety dalej ustępuje Chińczykom kwestią ładowania (niestety), to jednak też jest drogowskazem na przyszłość. Teraz trzeba tylko połączyć ten poprawiony wygląd z lepszą architekturą.

A co z chińskimi markami, które przyjechały do Monachium?

Skupiłem się tutaj na nowych graczach, wcześniej nieobecnych w Europie, lub oferujących niszową gamę. Wśród nich pojawił się Changan, także z Avatrem (w Polsce ta pierwsza gama stawia już pierwsze kroki), Aito, Li Auto i GAC. Każdą z tych marek używała podobnych sloganów, podkreślających innowacyjność pojazdów i ich "autorski" wygląd.

I wiecie co? Changan z gamą NEVO i Avatr chyba najbardziej wyróżnia się z tej czwórki. Wciąż są to samochody o bardzo powtarzalnym wyglądzie, zwłaszcza jeśli mówimy o tej pierwszej marce, aczkolwiek jakkolwiek zapadły mi one w pamięć. Niestety, wnętrza niezmiennie można wymiennie stosować pomiędzy różnymi markami z Chin. Naprawdę nie widzę w większości z nich jakichkolwiek różnic.

Aito było chyba największym rozczarowaniem, gdyż każdy samochód zdaje się tam być inną bajką, zarówno pod kątem wykończenia, jak i wyglądu. Li Auto ponoć ma świetne oprogramowanie, ale wizualnie raczej nie chwyci za serce swoim specyficznym wyglądem. GAC? Cóż, Aion UT z nowymi zderzakami (mocno przeciętny samochód) i nowy SUV z hybrydą plug-in to zbyt mało, aby szumnie ogłaszać wielką strategię podboju Europy.

Dużo ciekawiej prezentują się marki Geely, pomijając... Geely

Nie mogłem trochę tego pojąć. Geely, jako marka-matka Zeekra i Lynk&Co, przywiozła dwie premiery: model E2 i Monjaro EM-i. Wydawać by się mogło, że jako firma skierowana do masowego odbiorcy, powinna prężyć muskuły i zapowiadać walkę z Chery, Omodą i Jaecoo.

Tymczasem Geely schowało się gdzieś w kącie i nieśmiało pokazało Monjaro EM-i, swoją drogą dobry samochód, oraz małe E2. Z kolei Zeekr dumnie prezentował na znacznie większym stanowisku nowe modele dla Europy, z 07 GT i 9X na czele, a Lynk&Co zapowiedziało szerszą ekspansję i nowe produkty.

I tak szczerze mówiąc te dwie marki to chyba jedne z najlepszych produktów z Chin, jakie oglądałem. Mają choć trochę własnego stylu, wyróżniają się z tłumu i łączą to z dobrymi technologiami.

Chcę, aby europejska motoryzacja wreszcie odbiła piłeczkę

I czuję, że targi w Paryżu to sygnał zwiastujący przebudzenie. Czy jest na nie zbyt późno? Jeszcze nie. Straty już są duże i będą jeszcze większe, niemniej głęboko (i może naiwnie) wierzę w to, że Europa wykorzysta swoje motoryzacyjne dziedzictwo i przekuje je w motoryzację przyszłości. Jeśli w parze z wyglądem pójdą ceny i technologie, to będziemy mogli choć trochę odeprzeć chińską ofensywę.