Spędziłem weekend na Japfest 2026. Impreza co roku jest coraz lepsza. W tym roku ton nadawał Keiichi Tsuchiya

Jaka jest najbardziej na zachód wysunięta prefektura Japonii? Poznań! Przynajmniej pod koniec lipca, w trakcie Japfest 2026. W tym roku impreza znów była rewelacyjna, a jej rozmach przytłoczył nawet gościa specjalnego, Keiichiego Tsuchiyę.

To, że Japfest 2026 po raz kolejny będzie imprezą o przepotężnej skali, mogłem się spodziewać. Zwłaszcza, że wiem do czego zdolni są organizatorzy. A dokładając do tego informację, że przez trzy dni na Torze Poznań gościć będzie "Drift King", Keiichi Tsuchiya, można było zakładać prawdziwy sukces.

A jak było na miejscu na imprezie, która powinna być w kalendarzu każdego fana japońskiej motoryzacji w Europie? Zapraszam do relacji.

Japfest 2026 z kolejnymi rekordami i atrakcjami

Tegoroczna impreza to kolejny rekord frekwencyjny i organizacyjny. Chciałbym powiedzieć, że Fast Family nie miała wpływu tylko na pogodę, ale mam wrażenie, że i to udało się dopiąć na ostatni guzik, bo deszcz w okolicach poznańskiej imprezy nie pojawiał się przez cały weekend.

Japfest 2026

Nie dziwne więc, że nawet suche liczby robią wrażenie. 1170 japońskich samochodów, 40 wystawców, ponad 10 tysięcy osób, 70 drifterów, 90 uczestników Time Attack, 25 osób w wyścigu długodystansowym i 60 osób wzięło udział w wyścigach równoległych.

Gdy dojechałem na tor w piątek rano, trwały już zawody Time Attack. Gość specjalny, Keiichi Tsuchiya, już brał w nich udział. Japoński kierowca wyścigowy otrzymał do dyspozycji specjalnie przygotowaną Hondę S2000 od Black Cartel. To perfekcyjnie przygotowane pod Time Attack auto, którego Tsuchiya-san postanowił nie oszczędzać. Do pitlane zjeżdżał tylko na dotankowania i poprawki ustawień, za nic mając przerwy. Do tego już od pierwszych okrążeń na nieznanym torze wykręcając naprawdę świetne czasy.

W tym czasie na teren toru wjeżdżali kolejni uczestnicy. Finalnie zajęli oni każdy skrawek przestrzeni wielkopolskiego obiektu. Do tego stopnia, że nawet na parkingu technicznym można było zobaczyć unikalne auta, takiej jak Silvia Varietta, czy Skyline R32 sedan.

Na terenie imprezy nie było miejsca, w którym nie znaleźlibyśmy jakiejś perełki.

Z tego powodu w piątek po zawodach auta (po raz pierwszy w historii imprezy) ustawiono do konkursu Show'n'Shine na nitce toru. I powiem Wam, że to zrobiło niesamowity efekt. Na zakręcie "Uśmiech Szatana" i kolejnych sekcjach pojawiły się dziesiątki aut, przebudowanych w przeróżnych stylach. Od "poważnych" VIP-ów, przez auta do upalania, kawaii Mazdy MX-5, po odrestaurowane klasyki, czy unikalne auta z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Keiichi Tsuchiya ciśnie po Torze Poznań w R32 od Nightride

W części kartingowej tradycyjnie rozłożyli się drifterzy, którzy od soboty upalali ile wlezie, dowożąc niesamowite emocje. Wraz z nimi oczywiście po zakrętach śmigał Dorikin, Tsuchiya. Jechał trzema przygotowanymi dla niego samochodami od RSD Factory oraz Nightride (Toyota Supra, Nissan S14a, Nissan Skyline), dając show zgromadzonej publiczności. Nie był jednak jedyny, bo każdy biorący udział dawał z siebie naprawdę wszystko.

W niedzielę gość uzupełnił to wyścigami na 1/4 w unikalnej formule. Znany z zamiłowania do Toyoty AE86, ścigał się jedną z nich, ale tylko z innymi egzemplarzami obecnymi na imprezie.

Poza tym gość spędził godziny na rozdawaniu autografów (w tym na tak oryginalnych przedmiotach jak deski rozdzielcze czy klapy silnika) i oglądaniu imprezy, której rozmiar, zdaje się, nieco go nawet przytłoczył.

Mini Le Mans, fantastyczna organizacja i unikalne auta

Jak stwierdził jeden z moich znajomych, impreza przypomina trochę parking przy okazji Le Mans, czy Goodwood Festival of Speed. W lesie okalającym tor stoją dziesiątki namiotów i "obozowisk" z muzyką, grillem i cieszącymi się ludźmi. Przy nich znajdziemy naprawdę unikalne auta, którymi przyjechali z całej Europy. Już na wjeździe trafiłem na Nissana z tablicami z... Islandii. Pojawili się goście z Niemiec, Czech, Słowacji, Estonii, czy Szwajcarii.

Przekrój przez auta był jak zwykle niesamowity. Stojąca "na szyszkach" sosnowego lasu Mazda RX-7 z pełnym pakietem Fujita Engineering nie powinna dziwić, tak jak Skyline'y GT-R rozrzucone po całym obiekcie. "W krzakach" i na miejscach konkursowych stało ich pewnie z 15. Kolejne drugie tyle było modeli "bez GT-R". Na stoisku jednego z wystawców można było podziwiać też pierwszego w Polsce, unikalnego Skyline'a KPGC10 Hakosuka.

Japfest 2026

Jakby tego mało, było chyba siedem Hond NSX, pojawiła się też "najlepsza Mazda w historii", czyli Eunos Cosmo. Z kolei na stoisku ekipy z Łodzi furorę robił Kei-van Honda Acty, z pełnym bodykitem i oświetleniem neonami (również nadwozia). Łódź przywiozła też kolejny unikat, czyli Autozama AZ-1.

Z zadowoleniem przyjąłem też coraz większą liczbę nietypowych aut takich jak stare Toyoty Chaser i Soarer z lat 80, oldschoolowe Nissan Vanette, czy Daihatsu Copen. Te pojawiły się aż trzy. W końcu była też niemal idealnie zmodyfikowana Toyota Century. No i chłopaki z Kazachstanu, który przyjechali Juke'm. A w zasadzie Pathfinderem z V8 i kompresorem i budą Juke'a. Na kołach, z Kazachstanu! Szacunek.

Jak zwykle wręczono nagrody w kilku kategoriach, takich jak Queen of Stance, Oldschool, czy Shiny Queen. A Car of the Event na Japfest 2026 powędrowało do Nissan Skyline R32 GT-R, przebudowanego w sposób absolutnie perfekcyjny.

Ta impreza to ludzie, nie tylko samochody.

Ta impreza nie miałaby takiej mocy, gdyby nie klimat, jaki na niej panuje.

Piknik, atmosfera przyjaźni, pasji i wielu wspólnych tematów udzielają się także odwiedzającym.

Ci mogli nie tylko oglądać samochody, ale zjeść japońską kuchnię (i parę innych) kupić koszulki, modele, gadżety, książki, mangi, a także wziąć udział w wykładach w Strefie Kultury Japońskiej. W tym roku program był bardzo bogaty, a liczę na to, że część "niemotoryzacyjna" jeszcze urośnie.

To, co na pewno wyróżnia ten event, to jej spokój. Nikt nie pajacuje na terenie obiektu, żadnego durnego palenia gumy (poza drifterami na torze). Nawet część zamknięta, wieczorna, odbywa się z poszanowaniem spokoju i maszyn innych.

Imprezę zwieńczyła, tak jak w zeszłym roku parada, którą poprowadził Keiichi Tsuchiya. I nikt nie jest w stanie odtworzyć wrażenia, które zrobiła. Nagranie z przejazdu przez linię startu trwałoby ponad 11 minut. 1170 aut, prowadzonych przez Japończyka, zajęło czterokilometrową nitkę toru. Coś niesamowitego.

Ukłony dla organizatorów i pewnie... do zobaczenia za rok!

A tu macie pełną galerię zdjęć z Japfest 2026!